Aktualności:

Z ubeckich raportów

  Informacje o najnowszej historii naszego regionu czerpiemy m.in. z dokumentów wytworzonych przez bezpiekę (Urząd Bezpieczeństwa – późniejsza Służba Bezpieczeństwa). Bez tej – niegdyś „tajnej wiedzy” niewiele można zrozumieć z dziejów najnowszych. Okres lat 1945-1956 pomimo dostępu do licznych źródeł archiwalnych jest wciąż mało znany. Stąd pomysł na przedstawienie zapomnianych wydarzeń z tamtego zbrodniczego okresu.

  W pierwszych dniach stycznia 1945 roku Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego przygotowało siedem grup operacyjnych, których zadaniem miała być budowa struktur Urzędu Bezpieczeństwa na terenach zajętych przez Armię Czerwoną. Szczeciński WUBP zorganizowano w Stargardzie Szczecińskim, a następnie przeniesiono do Koszalina. Od lutego obowiązywała zatwierdzona przez Stanisława Radkiewicza, podpisana przez ppłk. Romana Romkowskiego (wcześniej Grinszpan Menasze), tłumaczona z rosyjskiego „Instrukcja (tymczasowa) o pozyskaniu, pracy i ewidencji agenturalno-informacyjnej sieci”. Pozyskiwanie agentów stało się najważniejszym elementem pracy operacyjnej.
  Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Wałczu rozpoczął swoją pracę w maju 1945 roku. W okresie od 22 maja do 6 czerwca bezpieka pozyskała w powiecie wałeckim 27 agentów (w tym 15 informatorów). W raporcie do kierownika Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego na okręg Pomorze Zachodnie czytamy: „[…] Z powodu dużego napływu powracających Niemców na swoje miejsca zamieszkania i Polaków przybywających ze wschodnich województw zwerbowani zostali agenci i tajni informatorzy celem wyjawienia 1) konfidentów gestapo 2) przywódców partii hitlerowskich 3) podpolnych (podziemnych – P.B.) organizacji jak A.K., N.S.Z. i wszystkich innych wrogo usposobionych i działających na szkodę teraźniejszego rządu”.
  Kierownik PUBP w Wałczu informował w raporcie o przywódcach NSDAP (niemiecka partia polityczna) i SS (niemiecka eskadra ochronna). Kilku Niemców aresztowano i przesłuchano w celu wykazania „dowodów winy”. Innych przewieziono do Piły na dalszą obserwację. Rozpracowywano również wójta z gminy Wałcz, który miał należeć w okresie wojny do Armii Krajowej. Zwerbowano w tej sprawie agenta „celem prowadzenia dalszego wywiadu i jego łączności”.
  Z zachowanego dokumentu wynika, iż funkcjonariuszom bezpieki brakowało przede wszystkim broni, mundurów i pieczątek. Wałecki wydział śledczy nie był należycie zorganizowany. Kierownik prosił o instrukcje „dla Niemców wojskowych poprzebieranych w ubrania cywilne, zatrzymanych po drogach i lasach”.
  Wg ubeckiego sprawozdania z lipca 1945 r. stan ludności polskiej w Wałczu wynosił 3669 osób. Niemców było 2200. Z donosu agenta o pseudonimie „Belina” dowiadujemy się o wspomnianym wójcie, który podczas zebrania wyraził się do kilku sołtysów w następujący sposób: „Dobrze, że dostało się do Rządu kilku to pomału wciągną swoich ludzi”. Inny sołtys powiedział natomiast, „że należał do Związku Zawodowych Robotników jako członek by je rozbijać i szpiegować”. Agent donosił, iż wójt „szerzy propagandę na wielką skale, że dojdzie do wojny między Ameryką a Związkiem Radzieckim”. Inny z kolei sołtys wspomniał, „że nie warto pracować, bo ludzie tutaj nie zostaną, że Polska będzie po Dniepr, a A.K. im narzędzi wywieźć nie pozwoli. Kołchozów w Polsce nie będzie i w Rosji się długo nie wytrzyma”.
  W zainteresowaniu bezpieki znalazł się również urzędnik państwowy z naszego regionu, który miał powiedzieć, „że wszystkie te rzeczy, które Rosjanie wywożą dochodzą w 10% do Rosji, ponieważ w lasach czekają chłopcy z lasu ze sznurkami tak, że to wszystko będzie z powrotem dla Polski”. Wg ustaleń agenturalnych urzędnik miał należeć do Armii Krajowej i figurować pod pseudonimem „Szary”. Jego ludźmi byli m.in. komisarz ziemski, wojenny komendant oraz komendant milicji – wszyscy z okolic Wałcza. Urzędnik miał otrzymać pistolet z gorzelni.
  Na dzień 19 lipca 1945 r. wałecka bezpieka posiadała 53 agentów (w tym 34 informatorów). W omawianym okresie PUBP w Wałczu prowadził sprawę przeciwko 0.K., który głosił „wrogą agitację przeciwko […] ustrojowi oraz namawiał Niemców, ażeby nie pracowali dla Rosjan i Polaków, ponieważ dla nich nie warto jest pracować”. Innymi rozpracowywanymi był W.F. – za udział w „orgiach niemieckich”, Z.K. („wykolejeniec narodu polskiego”, właściciel majątku otrzymanego od SS) – znęcał się nad cudzoziemcami, A.W. – maltretował Polaków w Poznaniu, H.M. – sekretarz SS znęcający się nad Polakami i cudzoziemcami oraz W.S. – agent gestapo z okolic Märkisch Friedland (Mirosławiec).
  W okresie letnim schwytano w powiecie wałeckim byłego burmistrza Krakowa. „Wielki przestępca” został odesłany do Obwodowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Pile. W lipcu 1945 r. rozpracowywano pracownika Państwowego Urzędu Repatriacyjnego w Wałczu. Na zebraniu Stronnictwa Ludowego figurant powiedział: „Ojciec twój chłopie polski zapłakałby się, gdyby powstał z grobu i dowiedział się, że ty podpisujesz na kołchoz i wstępujesz do P.P.R.”. Z donosu „Beliny” wynika, że pracownik PUR-u należał do tzw. Żelaznej Brygady Wileńskiej i przebił się ze swoją grupą do lasów augustowskich. Agent „Belina” spisał również słowa wałeckiego starosty, który miał powitać 120 rodzin „sympatyzujących” z Polską Partią Robotniczą: „Po cholerę żeście tu przyjechali, tu nie ma miejsca, mogliście przyjechać w kwietniu”.
  W sierpniu 1945 r. wałecka bezpieka odnotowała w swoich szeregach 86 agentów. Ciekawostką jest to, że w sprawozdaniu widnieje przy tej liczbie znak zapytania. Sądząc po zachowanym podpisie tego samego stylu i koloru, autorem adnotacji jest prawdopodobnie kierownik PUBP w Wałczu. W każdym bądź razie chodzić mogło kierownikowi o „błąd liczbowy” (cały tekst sprawozdania został zapewne podyktowany przez kierownika i spisany przez maszynistkę). Wykluczyć się jednak nie da kwestii, że konfidentów mogło przybyć.

Latem 1945 roku działalność bezpieki uległa reorganizacji. Nadal jednak stosowano ściśle sowieckie wzory, nadal oddelegowani sowieccy funkcjonariusze na wszystkich szczeblach struktur organizacyjnych Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego kontrolowali poczynania polskich towarzyszy. Jesienią w dalszym ciągu bezpieka toczyła walkę z podziemiem wojskowym i partyzantką.

  W okresie od 19 lipca do 8 sierpnia 1945 r. prowadzono sprawy głównie przeciwko Niemcom. Oskarżono ich o stawianie oporu władzom polskim, przynależność partyjną oraz ucieczkę z obozu jenieckiego. 12 osób zwolniono, jeden „konfident niemiecki” przyznał się do zarzucanych mu czynów. W sprawie złapanego „A-K-ca” (członka Armii Krajowej), bezpieka przesłuchiwała jego siostrę. Obecna przy rozmowie brata z kolegą zacytowała ich wypowiedź, że „gdyby mieli iść do wojska to natychmiast udają się do organizacji A-K”.
  28 sierpnia 1945 r. odbyło się zebranie pracowników PUBP w Wałczu i UBP w Jastrowiu. Powołano referentów gminnych, którzy odpowiedzialni byli za zorganizowanie sieci agenturalnej w powiecie wałeckim. 8 września funkcjonariusze PUBP w Wałczu schwytali łączniczkę partyzantki niemieckiej, która „przyjęła poddaństwo niemieckie w roku 1942”. Grupa uzbrojona w rewolwery składała się z 17 osób. Zadaniem niemieckich dywersantów było „rzekome wysadzenie” wszystkich młynów znajdujących się w okolicy Jastrowia. Bezpieka miała odnaleźć dowódcę partyzantki, który był „kochankiem” złapanej łączniczki.
  W październiku 1945 r. PUBP w Wałczu pokusił się o ocenę sytuacji politycznej powiatu wałeckiego. W raporcie zwrócono uwagę na problem zatrudniania do pracy w wałeckim starostwie. Sprawa charakteryzowała się tym, że przyjmowana osoba (należąca również do PPR) wstępowała do Stronnictwa Ludowego. Partia ta zdaniem bezpieki dążyła do „wzmożonej akcji werbunkowej”. W ten sposób aktywność Polskiej Partii Robotniczej i Stronnictwa Demokratycznego słabła. Bezpieka aresztowała wójta gminy Klausdorf (Kłębowiec), który był członkiem SL.
  Zauważono przejawy zniechęcania się chłopów i rzemieślników do osadnictwa, jak czytamy w dokumencie – jako wyraz „agitacji reakcyjnej”. Odnotowano ciągłe plądrowanie płodów rolnych i inwentarza żywego przez żołnierzy radzieckich. Interweniowano w tej sprawie w Komendzie Wojsk Rosyjskich. Niemcy w stosunku do Polaków okazywali niechęć, natomiast do Sowietów zauważono „większe zbliżenie”.
  W walce z „antyrządowymi podziemnymi organizacjami” rozpracowywano niemiecką grupę, która wydała wyrok śmierci na komendanta Milicji Obywatelskiej w Tucznie. Na ogłoszeniu widniała następująca treść: „Wyrok śmierci! Na Komendant polizei Tütz. Za trzy dni komendant polizei Tütz zostanie zabity. Może jeszcze naprawić swoje rzeczy. Czekamy trzy dni! L.W.W. Komitet W.W”. Po trzech dniach ukazało się w Tucznie nowe ogłoszenie: „Wyrok śmierci. Komendantowi polizei Tütz zostało jeszcze jeden dzień […]”. Ogłoszenia zostały napisane ręcznie „wymalowaną trupią czaszką z pistrzelami […] wraz z swastyką hitlerowską”.
  PUBP w Wałczu aresztował od maja do października 1945 r. 85 osób. Powody były różne, m.in. za nielegalne posiadanie broni, za przynależność do NSDAP, za nie posiadanie dokumentów, za dezercje z Wojska Polskiego, za współpracę z Gestapo, za „zniewagę narodu polskiego”, za ucieczkę z obozu jenieckiego oraz za przynależność do Armii Krajowej. Zarekwirowano 2 dubeltówki, 2 karabiny, jeden pistolet „Walter”, 18 granatów zaczepnych oraz 200 sztuk amunicji.
  Do ważniejszych werbunków bezpieka zaliczyła wówczas pozyskanie agentów o ps. „Nadzieja” i „Pistolet”. Jednego z nich umieszczono w starostwie, drugi donosił na Stronnictwo Ludowe. Inny z konfidentów pracował po linii kolejnictwa.
  W kolejnym sprawozdaniu z tego okresu o „rezultatach agenturalno-operatywnej pracy”, powiat wałecki scharakteryzowano jako obwód reprezentujący przemysł gorzelniany. Wg bezpieki takie zjawisko obfitowało w wypadki „opilstwa”, a tym samym było „łatwą pożywką reakcji”. Kierownik PUBP w Wałczu zwrócił się z prośbą do Komisarza Ziemskiego, aby pracowników gorzelni wynagradzać gotówką, a nie „artykułami wyprodukowanymi” w gorzelni.
  1 listopada br. obchodzono uroczyście w Wałczu dzień zaduszny. W manifestacji na cmentarz „poległych bojowników o wolność” wzięli udział m.in. harcerze i ludność niemiecka. Miasto otrzymało oświetlenie. Kolej pomimo częstych opóźnień pociągów funkcjonowała bez zarzutu.
  W omawianym okresie sieć agenturalno-informacyjną utworzono m.in. w kawiarniach i restauracjach. Rezydent „Maciej” (pozyskano go na materiale kompromitującym) rozpracowywał burmistrza niemieckiej gminy w Wałczu dr. S. Podejrzewano go o konspirację z władzami niemieckimi za Odrą oraz agitację wśród miejscowej ludności niemieckiej na temat powrotu Ziem Zachodnich w granice byłej Rzeszy.
  Agenci donieśli również na temat odbytego zebrania Stronnictwa Ludowego, jakie miało miejsce w Wałczu w dniu 28 października 1945 roku. Na spotkaniu wybrano nowy zarząd. Funkcję honorowego prezesa objął Pełnomocnik Rządu na Obwód Wałcz, natomiast wiceprezesem prezesa czynnego został zastępca Komisarza Ziemskiego. Dyskutowano m.in. o podziale SL, legitymacjach członkowskich oraz organizacji Polskiego Stronnictwa Ludowego. W jednym z dokumentów czytamy: „Obaj wezwani do zaprzestania nielegalnej działalności, przyrzekli nie brać w niej udziału twierdząc, że nigdy nie zamierzali i nie dopuszczą do stworzenia P.S.L. Odnośnie wydawanych legitymacji oświadczyli, iż było to omyłkowe, gdyż wówczas t.j. w miesiącu czerwcu br. nie dysponowali innym wzorem legitymacji. Błąd ten postanowili natychmiast usunąć zastępując właściwymi legitymacjami”.
  Z 5 na 6 listopada 1945 r. grupa Polaków zamieszkałych w Małym Wittenbergu (Jaraczewo) dokonała napadu z „bronią w ręku” na rodziny niemieckie. Oskarżonym zabrano broń oraz rzeczy pochodzące z rabunku. Z dokumentu wynika, iż wszyscy przyznali się do zarzucanego czynu. W listopadzie aresztowano w Człopie niemieckiego zbiega z transportu. Niemiec należał do SS – świadczyły o tym znaki wytatuowane na jego lewym ramieniu.
  W sprawie wydawania legitymacji członkom Ligi Morskiej bezpieka przesłuchała wałeckiego Kierownika Urzędu Propagandy i Informacji Miejscowa drukarnia otrzymała zakaz przygotowywania nowych legitymacji. 15 listopada aresztowano poborcę świadczeń rzeczowych z gminy Róża. Poborca miał się dopuszczać systematycznych nadużyć na szkodę państwa i obywateli, powodując „chaos”.
  O niewłaściwym punkcie zsypu zboża informował agent „Burza”. W jego donosie czytamy: „Dnia 24.11.45 r. […] w gminie Mały Wittenberg w Urzędzie Gminnym w piwnicach znajduje się punkt zsypu zboża, do którego oddają kontyngenty gospodarze naszej gminy. Zboże to zsypywane od jednego miesiąca do obecnej chwili tam leży. Wobec tego, iż pomieszczeniem na zsyp zboża jest piwnica zboże to ulega zepsuciu”. Sprawą miał się zająć agent „Nadzieja”. O incydencie poinformowano kierownika Referatu Świadczeń Rzeczowych Starostwa Powiatowego w Wałczu.

  Od jesieni 1945 r. jednym z ważniejszych zadań Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i podległych mu służb było przeciwdziałanie rozwojowi Polskiego Stronnictwa Ludowego. Stanisław Mikołajczyk zdołał przekonać znaczną część społeczeństwa, że jego partia jest jedyną siłą polityczną zdolną przeciwstawić się sowietyzacji Polski.

  W omawianym okresie nie ustępowały napady i rabunki żołnierzy radzieckich. Zachowały się meldunki agenturalne w tej sprawie. W jednym z nich zanotowano: „W dniu 20.11 br. został zastrzelony w swojej zagrodzie przez żołnierza sowieckiego sołtys wsi Stranz gm. Melenttin pow. Wałcz. […] Sprawca zabójstwa został aresztowany i z odpowiednim meldunkiem przekazany Wojskowej Prokuraturze Sowieckiej”. W innym donosie czytamy: „Dnia 17.11. br. o godz. 8.30 banda w ilości 30 uzbrojonych ludzi wtargnęła do domu do zabudowania sołtysa wsi Bewilisstall gm. Zützer. […] Mieszkańców sterroryzowali rabując ubrania, bieliznę i inne rzeczy. Po rabunku oddalili się w niewiadomym kierunku. Ob. […] rano udał się do majora Sowieckiego w m. Schloppe, gdzie kwateruje Komenda Sowiecka. Między żołnierzami rozpoznał kilku uczestników napadu o czym zameldował majorowi D-cy Jednostki Wojskowej Sowieckiej, który odmówił mu wszelkiej w tej sprawie pomocy”. Meldunek sporządzono w języku rosyjskim i przesłano do radzieckiego prokuratora. Wkrótce wspomniany major stracił stanowisko. Akcją „wytępiania bandytyzmu” na terenie powiatu wałeckiego zainteresowały się jednostki Wojsk Wewnętrznych ze Szczecina.
  15 listopada 1945 r. informator bezpieki donosił: „Sołtys wsi Schrotz […] nie pozwala osiedlać się Polakom mówiąc, że tu nie będzie Polski a Niemcy muszą tu mieszkać i lada dzień wszyscy pójdą do wojska, bo wojna wisi na włosku. Chociaż weźmiecie gospodarstwo to i tak nie będzie waszą własnością a Niemców. Polakom daje gorsze gospodarstwa, chociaż Niemcy mają lepsze. Niemcy go utrzymują i dostaje żywność, towary i pieniądze za co broni Niemców […]”. 19 listopada aresztowano sołtysa za „krecią robotę reakcyjną”. Nie przyznał się do stawianych mu zarzutów.
  W listopadzie 1945 r. referent z Märkisch Friedland (Mirosławiec) przesłał do PUBP w Wałczu raport agenta o ps. „Kazimierz”. Oto jego treść: „Niemiec G.[…] G. prowadzi antyrządową agitację. Utrzymuje kontakt z Niemką pracującą w kuchni w posterunku M.O. Märkisch Friedland, sam zaś zatrudniony jest w Jednostce Gospodarczej Wojska Sowieckiego we wsi Wilhelmshof”. Podczas rewizji u Niemki znaleziono list o antyrządowej treści. Wkrótce nastąpiły aresztowania.
  22 listopada 1945 r. informator „Stanisław” raportował: „W dniu 17.11.45 r. zauważyłem na terenie Mirosławca pow. Wałcz Niemca […], który podczas okupacji przebywał na terenie Märkisch Friedland prowadząc gospodarstwo własne. Ja jako Polak zostałem wywieziony do Niemiec na roboty i oddany do gospodarstwa Niemca […]. Wiem o tym, że Niemiec ten należał do partii N.S.D.A.P. i podczas zatrudniania u siebie Polaków jako robotników znęcał się nad nimi”. 25 listopada aresztowano Niemca i oddano do dyspozycji Sekcji Śledczej PUBP w Wałczu w celu przeprowadzenia dochodzenia.
  W grudniu 1945 r. kierownik PUBP w Wałczu nawiązał ścisły kontakt z kierownikiem referatu Społeczno-Politycznego, funkcjonującego przy Urzędzie Pełnomocnika Rządu RP na Obwód Wałcz. Kierownik wałeckiej bezpieki pokusił się o charakterystykę poszczególnych działaczy politycznych. Jeden był „namiętnym palaczem”, lubił kobiety – wynikały z tego nieporozumienia w pożyciu małżeńskim. Charakter innego był chwiejny o słabej woli, bywał zarozumiały. Pewien członek PPR lubił wódkę, dorobił się pokaźnego majątku, choć jego praca dla partii była znikoma. Bywali jednak tacy, którzy w pracy partyjnej i zawodowej wykazywali się pracowitością, obowiązkowością i punktualnością.
  Na temat sylwetek z Polskiego Stronnictwa Ludowego kierownik PUBP w Wałczu przygotował osobną notatkę. Jeden z działaczy posiadał spore upodobanie do „trunków alkoholowych”, w życiu społeczno-politycznym nie udzielał się. Kolejnego cechowały natomiast skłonności do osiągnięcia w swym zawodzie jak największych korzyści materialnych. Innych działaczy UB-ek przedstawił jako skrytych, ale gotowych do konspiracji obywateli.
  O zarządzie PSL czytamy w dokumencie: „Niemal wszyscy członkowie powiatowego zarządu P.S.L.-u są wrogo ustosunkowani wobec istniejącej obecnie rzeczywistości, w tym też celu założyliśmy specjalne rozpracowania dla poszczególnych działaczy w oparciu o naszą sieć agenturalno-informacyjną. I tak ob. […] w wyrażeniach usiłuje napiętnować P.P.R. twierdząc, że jest partią nic nie dającą społeczeństwu. W/w w wystąpieniach publicznych jest na ogół nieopanowany, niepewny siebie a przy tym mało inteligentny o słabej wymowności. […] przesłuchiwany przez urzędnika Starostwa w sprawie jego działalności podczas okupacji, celem uzupełnienia jego danych personalnych – wypowiada się wobec świadków w sposób następujący: „co chcecie ode mnie, wszyscy się mnie czepiają, może chcecie zrobić ze mnie czerwonego”. Wypowiedzenie się jego stanowi złośliwą aluzję do wszystkiego co rosyjskie, a z punktu widzenia obywatelskiego i państwowego wypowiedzenie to jest szkodliwe w polityce dążeń naszej Ojczyzny na platformie współpracy ze Związkiem Radzieckim”. Działania wobec wałeckiego PSL na bieżąco dokumentowano w sprawie obiektowej o krypt. „Przewrót”. Bezpieka założyła tzw. „kronikarki” na członków tego ugrupowania.
  W grudniu 1945 r. konfident działający po linii duchowieństwa zwrócił uwagę funkcjonariuszom UB na wypowiedziane w kościele p.w. św. Mikołaja w Wałczu słowa: „Ojczyznę wolną zwróć nam Panie” (w pieśni „Boże coś Polskę”). Wg bezpieki sens użytego zwrotu (powinno być „Ojczyznę wolną zachowaj nam Panie”) był sprzeczny z ówczesną rzeczywistością. Zasugerowano miejscowemu księdzu proboszczowi, aby podobny wypadek więcej się nie wydarzył.
  Bezpieka rozpracowywała również koła nauczycielskie. Na „celowniku” znalazł się wałecki nauczyciel geografii, który miał szerzyć propagandę „raju niemieckiego” wśród młodzieży szkolnej. Założono na niego sprawę o krypt. „Nauka”, donosił informator „Jurek”. Inwigilowano również nauczyciela z gminy Dębołęka, który prowadził się „niemoralnie”. UB-cy napisali o nim, że „pije gorsząc swym postępowaniem miejscową ludność, a jako wychowawca młodzieży polskiej poniża autorytet nauczycielstwa”.

  W styczniu 1946 r. na stacji kolejowej w Wałczu postrzelono w brzuch polskiego żołnierza, pełniącego służbę przy wagonach należących do przejeżdżającej przez miasto Jednostki Wojskowej z Bytomia. Nieprzytomnego żołnierza przewieziono do szpitala. Bezpieka powiadomiła o sprawie Prokuraturę Wojskową w Koszalinie. Patrol Urzędu Bezpieczeństwa odkrył wkrótce podziemne koszary znajdujące się w odległości 3 km od Wałcza. Zabudowania zlokalizowano ok. 60 metrów pod ziemią. W bunkrach znajdowało się sporo amunicji, wejścia do niektórych korytarzy były zablokowane. Potrzebna była pomoc pirotechników.

  11 grudnia 1945 r. na podstawie doniesień agenta „Bomba” zatrzymano kolejnego Niemca. W raporcie czytamy: „Dnia 4.12.45 r. spotkałem kolegę […], który w m. Tuczno rozpoznał Niemca […] i nosił mundur S.A. w okresie działań wojennych oraz znęcał się nad Polakami. W chwili obecnej przygotowuje się do wyjazdu w niewiadomym mi kierunku”.
  W dniu 26 grudnia 1945 r. Powiatowa Komenda Hufca Harcerskiego w Wałczu zorganizowała „imprezę harcerską”. Program imprezy nie został wcześniej przedstawiony Powiatowemu Biurowi Kontroli i Prasy, Publikacji i Widowisk. Pojawiło się wiele spostrzeżeń na „nie”. Oto niektóre z nich: „W obrazku pod tytułem „Rekrut Kopytko” wykonawca […] nadawał wybitnie akcent żydowski, co z punktu widzenia społeczno-politycznego nie powinno mieć miejsca, tym bardziej, że demokracja dzisiejsza nie prowadzi walki z antysemityzmem, którą kontynuował w Polsce do 1939 r. obóz sanacyjny”, „Wykonawczyni piosenki o Warszawie, użyła zwrotu następującego… Ja wiem, żeś Ty dzisiaj nie taka, że krwawe przeżywasz Ty dni… Wypowiedzenie jest obecnie o tyle nieaktualne, że czas krwawych dni stolicy (okupacja niemiecka), już minął, a obecnie Warszawa przeżywa dni radości i odbudowy […]”, „W recytowanym wierszu pod tytułem „Nasz kochany Wałcz” mowa była o „przyjaciołach”, którzy nas rabują, dotyczy to naszych sprzymierzeńców Związku Radzieckiego”.
  Na temat duchowieństwa informują raporty agenturalne ze stycznia 1946 r. W gminie Łubianka (Lebenke) przebywało wówczas dwóch księży wyznania rzymsko-katolickiego. We wsi Krumflis zorganizowano chór kościelny. Kazania księdza wygłaszane były w „duchu czysto religijnym”. W szpitalu w Tucznie natrafiono natomiast na zakonnika pochodzenia niemieckiego, który nie był nigdzie zameldowany. Miejscowy szpital obsługiwany był w większości przez personel niemiecki. Bezpieka inwigilowała również księdza z Jastrowia. Ustalono m.in., iż ksiądz miejscowych Niemców darzył szczególną sympatią i opieką. Był wrogo ustosunkowany do obecnej rzeczywistości mówiąc, że „niedługo wszyscy Polacy na terenach tutejszych pójdą pod nóż, tylko jednostki pozostaną, które cierpią za tych wszystkich”. Bezpieka kontaktowała się z organistą i kościelnym, który nie otrzymywał od księdza całej pensji.
  Problem współpracy Polskiej Partii Robotniczej z Polską Partią Socjalistyczną w powiecie wałeckim nakreślał następujący donos: „Informator „Wisła” raportuje: dnia 21.1.46 r. w Jastrowiu odbyło się zebranie międzypartyjne i Samopomocy Chłopskiej, gdzie obecny był Pełn. Rządu na obwód Wałcz […]. W czasie zebrania przemawiał prezes komórki P.P.S. na m. Jastrowie […], który zakończył swe przemówienie następująco: „Niech żyje Polska zakuta w kajdany”. W innym donosie czytamy: „Informator „Biały” raportuje: dnia 26 bm. odbyło się zebranie członków P.P.S. na obwód Wałcz, gdzie prezes P.P.S. […] w swej przemowie użył następujących słów: … my jako stara partia nie należymy jak inne partie do płatnych pachołków Rządu, lecz pracujemy ideowo”.
  Za przynależność do AK inwigilowano pracownika Spółdzielni Spożywców „Społem” w Wałczu. Wkrótce pozyskano go na informatora. Przyjął pseudonim „Stały”. W Jastrowiu rozpracowywano pracownika miejscowej elektrowni – informował w tej sprawie „Wojtek”.
  12 stycznia 1946 r. informator „Lampa” doniósł bezpiece: „Na odbytym zebraniu Samopomocy Chłopskiej w gminie Sypniewo, ob. […] w czasie swej mowy nawoływał uczestników zebrania by nikt nie oddawał mleka na kontygent, gdyż podział kontygentu jest niesprawiedliwy, gdyż wszyscy urzędnicy w Wałczu, mają krowy a mleka nie oddają”. Do podobnych wystąpień doszło również na terenie gromady Machliny.
  Do dnia 1 lutego 1946 r. zarządzono rejestrację ludności powiatu wałeckiego pod względem zatrudnienia. By ukrócić „samowole i nieróbstwo” bezpieka przeprowadziła „obławę” niektórych rejonów. Do akcji przyłączyła się Milicja Obywatelska oraz miejscowe jednostki NKWD.
  W omawianym okresie na terenie Człopy ujawnił się poszukiwany przez PUBP w Łęczycy członek Armii Krajowej. Wójt ze Szczuczarza (Zützer) zeznał w tej sprawie: „Dnia 16.1.46 r. w godz. wieczornych, do mego mieszkania gdzie znajdował się Urząd Gminny przybył nieznany mi osobnik, który po sterroryzowaniu mnie i mojej żony zażądał wydania gotówki z kasy gminnej. Po zabraniu 630 złotych, pozostawił mi pokwitowanie twierdząc, że jest z A.K. po czym zbiegł w niewiadomym kierunku”. Bezpieka zorganizowała pościg, bez rezultatu.
  W lutym 1946 r. agent „Setka” donosił o sytuacji w Polskiej Partii Socjalistycznej. Z partią związany był pracownik wałeckich wodociągów. Pracownicy zakładu wystosowali petycję do Pełnomocnika Rządu R.P. na Obwód Wałcz. Agent „Józef” informował w tej sprawie: „Pracownicy Wodociągów Miejskich oraz pracownicy Biura Zarządu Miejskiego w Wałczu zrzeszeni w Związku Zawodowym wnieśli na ręce […] zbiorowe ultimatum o przystąpieniu do strajku oraz zwolnieniu się z pracy jeżeli do dnia 24 bm. nie zostaną wypłacone im zaległe pobory […]”. Wg bezpieki wspomniany pracownik wodociągów „nosił cechy W.R.N.-u” (WRN – wojskowe ugrupowanie konspiracyjne związane z PPS).

Zebrał i opracował:
dr Przemysław Bartosik

Dodano: 17-10-2016

Prawda o Katyniu

  Katyń to symbol martyrologii narodu polskiego. W okresie komunizmu, przez wiele lat był tematem głęboko ukrywanym, przemilczanym, tłamszonym i zakłamywanym. Niemiecka ekshumacja zwłok polskich oficerów zamordowanych w Katyniu przez NKWD miała miejsce wiosną 1940 r. Gdy w 1943 r. zbrodnia wyszła na jaw, Stalin wyparł się jej, przypisując mord Niemcom. Kłamliwy obraz sprawy katyńskiej prezentowano przez cały okres PRL-u w różnego rodzaju publikacjach, w tym w regionalnej prasie.
  „Katyń – miejscowość w okręgu smoleńskim RFSRR, miejsce masowych grobów kilku tys. oficerów pol. internowanych od 1939 w ZSRR a wymordowanych przez hitlerowców po zajęciu tych terenów” – taką informację na temat zbrodni katyńskiej można było przeczytać w Małej Encyklopedii Powszechnej PWN z 1959 r. W późniejszych encyklopediach nie usiłowano przedstawiać nawet tej, kłamliwej wersji wydarzeń w Katyniu. Hasła „Katyń” po prostu w nich nie było. Choć rządzący przez 45 lat Polską komuniści usiłowali narzucić społeczeństwu przedstawioną powyżej wersję „sprawy katyńskiej” lub generalnie wymazać samo słowo „Katyń” z języka i świadomości Polaków, słowo to nabrało w czasach PRL wręcz mitycznego znaczenia. Stało się ono symbolem zbrodniczości systemu komunistycznego. Przez niemal pół wieku „sprawa katyńska” w niewidzialny sposób zatruwała stosunki polsko-rosyjskie. Radzieckie władze ujawniły prawdę o Katyniu dopiero w 1990 r. Wówczas to w komunikacie TASS przyznano oficjalnie i potwierdzono dokumentami, że za zbrodnię tę odpowiedzialne były najwyższe władze ZSRR, a jeńców wymordowało NKWD. Dokumenty sprawy katyńskiej zostały przekazane stronie polskiej podczas oficjalnej wizyty prezydenta Rosji Borysa Jelcyna w Polsce w 1995 r.
  Propagandę komunistyczną w „sprawie katyńskiej” uprawiano również na szczeblu lokalnym. W biuletynie informacyjnym KW PZPR w Pile (Nr 9 kwiecień 1985 r.) zamieszczono w dziale „Sygnały” artykuł pt. „Kłamstwa Goebbelsa o Katyniu”. Biuletyn redagował zespół Sektora Informacji, Prasy i Wydawnictw KW PZPR. Powołując się na dziennik austriackich komunistów pt. „Volksstimme” redaktor stwierdził, iż twórcą „meldunków propagandowych” na zlecenie Goebbelsa był porucznik nazistowskiej grupy propagandowej w rejonie Smoleńska Gregor Słowenczik – Austriak, członek NSDAP. W liście z 25 kwietnia 1943 r. do swej teściowej miał napisać: „Katyń 25 kwietnia 1943 roku. Nie piszę więcej Smoleńsk, gdyż od rana do wieczora jestem przy moich trupach – 14 km stąd. Są niemiłymi chłopcami. Mimo to, lubię ich bardzo, gdyż dzięki nim mogłem coś zrobić dla Niemców... Katyń, którego koniec końców jestem wynalazcą, przysparza mi bardzo dużo roboty...”. Wg ustaleń dziennika „Volksstimme” Słowenczik po „misji” katyńskiej przeniesiony został do Francji. Pod koniec wojny teściowa Słowenczika w obawie przed wojskami radzieckimi uciekła na zachód, cały jednak materiał listowy, w tym list z Katynia z 25 kwietnia 1943 r. został „przechwycony i zabezpieczony”. Ten fakt potwierdziła m.in. Ernestine Horatschek, z którą Słowenczik miał rzekomo utrzymywać „bliższe stosunki”.
  Dziennik relacjonował, iż w dniu 1 lipca 1948 r. policja wiedeńska złożyła wniosek (numer I 48676/48) do prokuratury o pociągnięcie Słowenczika do odpowiedzialności. We wniosku napisano: „Słowenczik stoi pod zarzutem, iż prawdopodobnie dokonane przez Niemców masowe morderstwo wykorzystał jako materiał propagandowy do pobudzenia ducha walki narodu z jednej strony, z drugiej przezwyciężenia występującego zmęczenia wojną”. Wkrótce wydany został nakaz jego aresztowania. Z dokumentów wynika, że Słowenczik osadzony został w amerykańskiej strefie okupacyjnej i podporządkowany CIC – Diesntelle (była to amerykańska organizacja szpiegowska). Po krótkim internowaniu został jednak wypuszczony i wstąpił do służby amerykańskiej. Nie wiadomo, gdzie przebywał w późniejszym czasie. Dziennik komunistów austriackich stwierdził, iż powstała po wojnie międzynarodowa komisja wskazała, że polscy oficerowie zostali wzięci do niewoli przez wojska hitlerowskie, następnie wywiezieni i „w końcu zamordowani”. „Znalezione w grobach łuski i naboje pochodzą ponad wszelką wątpliwość ze stanu niemieckiego Wehrmachtu” – podsumował redaktor „Volksstimme” Hans Wolker.
  Katyń to historia mojej rodziny – mówił na łamach prasy Andrzej Wajda. – Prawda o zbrodni katyńskiej jest znana. Jednak ja nadal nie wiem, gdzie mój ojciec jest pogrzebany. W podobnej sytuacji jest wielu ludzi. W 68. rocznicę wkroczenia radzieckich wojsk do Polski, w Teatrze Wielkim w Warszawie odbyła się uroczysta premiera długo oczekiwanego filmu Andrzeja Wajdy „Katyń”…

dr Przemysław Bartosik

Od autora: W Katyniu zamordowany został również mój pradziadek – Antoni Kaczmarek, syn Tomasza, urodzony w 1898 r. Aresztowany został w dniu 5 marca 1940 r. decyzją Biura Politycznego i Naczelnych Władz Państwowych ZSRR. Jego prochy znajdują się prawdopodobnie na zbiorowym cmentarzu w Katyniu. Antoni Kaczmarek widnieje na liście katyńskiej pod numerem 1498, wydanej w 1994 r. w Warszawie przez Naczelny Komitet Historyczny Badania Zbrodni Katyńskiej.

Dodano: 16-10-2016

W pensjonacie na Orlej

  Dom Pomocy Społecznej (DPS) w Wałczu znajduje się w pięknym poniemieckim murowanym z cegły budynku, pochodzącego z ok. 1910 r. Jego wystrój architektoniczny nawiązuje do motywów neobarokowych i secesyjnych. Obiekt rozplanowano na rzucie prostokąta, złożonego z dwóch części przykryto odrębnymi dachami mansardowymi z facjatkami. Budynek II-kondygnacyjny z użytkowym poddaszem Niemcy zlokalizowali przy ul. Orlej.
  Po II wojnie światowej pensjonat dla osób starszych i chorych funkcjonował pod nazwą Państwowego Zakładu Specjalnego dla Nieuleczalnie Chorych. Nadzór nad pensjonatem sprawowało Starostwo Powiatowe w Wałczu. Zakład zapewniał pensjonariuszom mieszkanie, wyżywienie, zaopatrzenie w odzież, bieliznę, obuwie, opiekę lekarską oraz zaspokajał potrzeby kulturalno-oświatowe.
  Personel zakładu w latach 50-tych składał się z 21 osób. Kierownikiem zakładu była St. Kononowicz. Spośród pensjonariuszy zorganizowano Samorząd, który kontrolował m.in. wydawanie produktów żywnościowych z magazynu oraz przygotowywanie posiłków. Wg spisu inwentarzowego z 1955 r. w zakładzie znajdowało się 80 osób. Stałą opiekę zapewniały im 3 pielęgniarki, 7 salowych oraz lekarz, który był „dochodzącym w oparciu o umowę o pracę”. W pensjonacie pracowała również kucharka, praczka z dwoma pomocnicami, dozorca, palacz oraz rzemieślnik gospodarczy. Personel uczestniczył w pracy przy żniwach, wykopkach ziemniaków, przy „reperacji” obuwia, natomiast w gospodarstwie pomocniczym na Bukowinie przy obsłudze trzody chlewnej i drobiu. Wynagrodzenie w zakładzie wynosiło od 15 do 70 zł miesięcznie, natomiast w gospodarstwie 120 zł. Do pracy zgłaszano się dobrowolnie bez żadnych „presji i namów”. Całodniowy koszt utrzymania osób chorych i starszych wynosił ok. 18 zł. Pobyt pacjentów w zakładzie nie posiadających rodzin bądź krewnych pokrywał w całości skarb państwa.
  Budynek był murowany, skanalizowany, zaopatrzony w centralne ogrzewanie i elektryczne oświetlenie, posiadał także budynek gospodarczy, w którym hodowano trzodę chlewną i drób – jak czytamy w dokumentach „odpadkami z kuchni”. Wyżywienie składało się z 3 posiłków dziennie, np. na śniadanie podawano kawę z mlekiem, chleb smarowany masłem, smalcem bądź marmoladą. W zakładzie znajdowały się 2 wanny, w których pielęgnowano chorych. Apteczka podręczna była systematycznie uzupełniana przez lekarza.
  W zakładzie mieściła się biblioteka obejmująca 193 woluminy, prenumerowano 14 tytułów prasowych w tym m.in. „Trybunę Ludu” i „Przyjaciółkę”. Świetlicę zaopatrzono m.in. w warcaby i bilard. Pensjonat zradiofonizowano poprzez miejscowy radiowęzeł –zainstalowano w tym celu 5 głośników na korytarzach i w świetlicy. Raz w miesiącu wyświetlano film, obsługiwany przez objazdowe kino.
  Gospodarstwo pomocnicze o obszarze 57 ha znajdowało się na Bukowinie. W przylegającym ogrodzie znajdowały się ławki, które w okresie letnim były miejscem odpoczynku dla pensjonariuszy. Pracownicy fizyczni wraz z rodzinami mieszali w obrębie gospodarstwa. Nadzór nad pracownikami, inwentarzem żywym i martwym oraz magazynem zbożowym sprawował traktorzysta, który był jednocześnie brygadzistą polowym. Pozostali pracownicy zajmowali się obsługą koni, bydła oraz trzody chlewnej. Gospodarstwo posiadało sad owocowy (ponad 2 ha), 186 sztuk drzewostanu (jabłonie, grusze, śliwy) oraz pasiekę z 10 ulami. W robotach polnych używano traktora marki „Lanz Buldog” oraz trzech koni. Inwentarz żywy składał się z 25 sztuk rogacizny oraz 84 sztuk trzody chlewnej (m.in. 7 macior i 2 knury). Utrzymywano również 110 sztuk kur.
  W planie gospodarczym na rok 1956 zwrócono się z prośbą do Prezydium PRN w Wałczu o wyszukanie 6 ha dodatkowej łąki dla gospodarstwa pomocniczego oraz o przebudowę chlewni w celu uzyskania większej ilości kojców dla trzody chlewnej. Planowano również remont dachu, instalację ciepłej wody do wanien, przeniesienie zestawu kuchennego do suteryny, budowę trzech izb na strychu budynku administracyjnego oraz hodowlę jedwabników. Dalszy rozwój instytucji nastąpił w latach późniejszych.
  Dom Pomocy Społecznej w Wałczu jest obecnie samodzielną jednostką organizacyjną i budżetową podporządkowaną Radzie Powiatu Wałeckiego. Nadzór nad działalnością instytucji sprawuje starosta. Zakład posiada 60 miejsc etatowych. Większość mieszkańców DPS rekrutuje się z terenu województwa zachodniopomorskiego, z powiatów: Wałcz, Złotów, Drawsko Pomorskie, Gryfice. Opieką socjalno-terapeutyczną objęci są wszyscy mieszkańcy DPS. W domu działa Samorząd, który poprzez wybraną Radę w składzie 5 osobowym ma wpływ na jakość życia współmieszkańców.

dr Przemysław Bartosik 

Dodano: 16-10-2016

Kalendarz regionalny (1964)

 

  W 1964 r. wieś Rudki odwiedził ambasador Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej w Polsce. Sołectwo Rudki w omawianym okresie liczyło 694 mieszkańców. Wieś znana była z gospodarności i realizacji czynów społecznych. W roku 1965 mieszkańcy zajęli I miejsce w skali powiatu w konkursie na najpiękniejszą i najgospodarniejszą miejscowość, zorganizowanym dla uczczenia "1000-lecia Państwa Polskiego", podejmując zobowiązania wartości 511 375 zł, które wykonane zostały w 200 %.

Zebrał: P. Bartosik

Dodano: 07-10-2016

Obrazy z drugiej strony...

  Dnia 25 września 2016 r. członkowie RTHZW uczestniczyli w wernisażu wystawy pt. "Pictures from the other side / Obrazy z drugiej strony", który odbył się w Muzeum Ziemi Wałeckiej. Wystawę zorganizowano ze zbiorów Nordmore Museum – Skansen Leikvin w ramach Europejskich Dni Dziedzictwa.

Zdjęcia: Beata Stankiewicz.

Dodano: 25-09-2016

1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  
19  20  21  22  23  24  25  26  27  28  29  30  31  32  33  34  
35  36  37  38  39  40  41  42  43  44  45  46  47  48  49  50  
51  52  53  54  55  56  57  58  59  60  61  62  63  64  65  66  
  Program działania  |   Struktura  |   Kontakt  
Copyright © RTHZW - WAŁCZ 2008-2018
Projekt i wykonanie: